Czy jest szansa na odejście od scentralizowanego Internetu? (przemyślenia z 2018 r.)


W  2012 roku miałem niemałą przyjemność uczestniczyć w akcji społecznej „Projekt: Pilecki”. Chodziło w niej o to, by rozpropagować wśród młodego pokolenia kim był legendarny uciekinier z KL Auschwitz – Birkenau Witold Pilecki. Chcieliśmy o nim zrobić film dokumentalny. Było to w dobrym czasie dla twórców – Facebook jeszcze nie stosował tak otwarcie „ograniczania zasięgu” i udawało się z naszym przesłaniem, artykułami czy też organizowanymi wydarzeniami docierać do wielu Internautów.



Wielkie zwycięstwo mediów społecznościowych


Zbiórka okazała się tak wielkim sukcesem, że zostaliśmy nagrodzeni tytułem „Historyczne Wydarzenie Roku” organizowane przez Muzeum Historii Polski. Radość z sukcesu była bardzo duża, bo w ramach projektu udało się zrealizować film dokumentalny, który trafił do kin, a także wydać książkę poświęconą synowi Pileckiego, Andrzejowi. Uczestniczyliśmy w wielu pięknych uroczystościach historycznych. 



Co było najfajniejsze – udało się nam rozbudzić pozytywne myślenie o historii wśród Internautów. Aż dwa tysiące z nich wpłaciło pieniądze na potencjalny film. Bo czytali o naszych działaniach w portalach społecznościowych, bo czuli się w obowiązku, bo uznali, że to ciekawy pomysł na promocję. My też byliśmy zadowoleni, bo pochodziliśmy z małego miasteczka i wcale nie było łatwo się przebić z taką informacją do mediów z głównego nurtu. Ale podobało nam się to, że dzięki naszym profilom Facebookowym ludzie masowo nas czytają. Chcą informacji właśnie od nas. 



I niestety to się szybko skończyło. Już wkrótce najpopularniejszy portal świata wprowadził nowe rozwiązania i znacznie ograniczył nam przekaz. Dla mnie osobiście była to porażka. Prowadziłem dwa bardzo duże fanpage o tematyce historycznej. I nagle okazało się, że za dostarczanie ciekawych informacji, dzięki którym Facebook zarabia na reklamach, osoba administrująca ponosi “karę” poprzez ograniczenia. Strasznie to było frustrujące. „Zapłać” to będziesz popularny. Dla mnie nie do przyjęcia. 


Początki problemów i nowy początek


Minął dość długi czas, aż człowiek zaczął szerzej interesować się tym, co w drugiej połowie dekady XX wieku niesie ze sobą Internet. Idea zdecentralizowanego świata jakoś nie specjalnie do mnie początkowo trafiła. Byłem zajęty wieloma projektami, a także nie czułem, że mi to potrzebne. No i nie bardzo rozumiałem, jak to działa. (Wcześniej traktowałem FB jak pewnego rodzaju wydawcę, który od ręki da ci także czytelników). 


Platformę Steem odkryłem przez przypadek przyglądając się intensywnym sporom na forach związanych z kryptowalutami. Już przed logowaniem zobaczyłem – jest to miejsce, gdzie publikujesz i zarabiasz na swoich tekstach. Nie mogłem uwierzyć: coś jak blogosfera, ale masz wynagrodzenie za to co piszesz! Chciałem sprawdzić od razu. Ale jak wiecie, nie łatwo się tam zalogować na początku. Odczekałem więc dwa tygodnie, Steem zaczął słabnąć na giełdach (jak wszystko w lutym). Ale zacząłem pisać. 


![unnamed.png]()


Co mnie na Steemie ujęło – niemal całkowite wyeliminowanie mowy nienawiści. Mimo, że możesz pisać co chcesz, to jednak ludzie, którzy piszą wiedzą, że przez wpisy też się zarabia. A jak się zarabia, to się jest miłym, by to trwało. Niby cyniczne, ale jak to zniechęciło hejterów! Zastanawia mnie, czy to przez znacznie mniejszą liczbę odbiorców, czy też właśnie przez zarobek.


Kolejną rzeczą, która mnie ujęła to świeżość idei. Od dawna słyszy się o kolejnych milionerach z Doliny Krzemowej, którzy wzbogacają się na twojej twórczości, a tu nagle okazuje się, że następuje zmiana. Ty również uczestniczysz w podziale zysku. (Co na FB jest w tej chwili nie do pomyślenia). 


Raczkująca społeczność jest darem z niebios


Mimo, że środowisko związane z tą platformą chyba nadal jednak jeszcze raczkuje, to podkreślę, że niezwykła jest grupa związana z tą siecią. Pomocna załoga, której cel został nakreślony przez rozwój tej platformy. Wiele miałem pytań o to jak to działa, ale bez odpowiedzi jakoś nigdy nie odszedłem. Mimo, że co jakiś czas dochodzi między poszczególnymi członkami społeczności do różnego rodzaju sporów, to jednak cieszy, iż są one głównie natury ideowej. Chodzi w nich głównie o to, na jakich zasadach powinna działać społeczność.


Z czasem mocno zauważyłem, że blockchain Steem to nie tylko blogosfera Steemit, ale także wiele innych ciekawych pomysłów, które wchodzą w ten echosystem. Strimi.pl mogła być konkurencją dla wykop.pl. Niestety pomysł upadł, ale było to wspaniałe narzędzie. Steephot – steemowy Instagram, a nawet aplikacja „Actifit Fitnes” zachęcająca do treningów. 


Dzisiaj widać już wyraźnie, że mogą pojawić się miliony osób, które będą korzystały z tych narzędzi. (Mało kto jednak wie o tych możliwościach). Media społecznościowe dzięki technologii blockchain wejdą z biegiem czasu na nowy poziom. Tak, jak udawało się dzięki zbiorowej prezentacji danych na FB zebrać pieniądze na film, tak teraz każdy użytkownik sieci może pisząc lub nagrywając video zaprezentować swoje pasje i sprawdzić na ile są one one wartościowe. Rozpoczął się proces indywidualizowania internetu. 



A dzięki Steemowi można ten proces dokładnie przeliczyć na pieniądze.





LITERATURA PRZEDMIOTU


Akcja „Projekt: Pilecki”

1. http://muzhp.pl/pl/c/1507/wydarzenie-historyczne-roku-2014-znamy-zwyciezcow

2. http://www.projektpilecki.pl/

3. https://www.facebook.com/ProjektPilecki/


Comments 3


Czy mogę podlinkować Twój artykuł na stronie "Steem dla opornych" (FB)?

Pozdrawiam serdecznie :)

30.01.2020 19:57
0

Jasne :) Jeżeli uznasz, że się nadaje ;)
Pozdrawiam!

31.01.2020 18:44
0

Dzięki :)

31.01.2020 20:54
0