Na północ od Loch Ness


Celem kontynuacji poprzedniej historii i powrotu do „ucywilizowanej” społeczności, należy powtórnie przejechać mostem na południową stronę Moray Firth. Skoro w tytule widnieje Loch Ness, zdecydowałem aby to od niego zacząć relację i stopniowo przemieszczać się na północ.
Nietaktem byłoby nie wspomnieć w tym miejscu o Nessie. Pierwsze, spisane relacje pochodzą z wczesnego średniowiecza, a ich genezą było świadectwo jakiegoś świętego. Nie wiem na ile był święty, może w ten sposób określano ubrane w habit z kapturem, przepasane sznurem, posługujące się pismem klerykalne osoby. Następne relacje – aż do początku 20 wieku mogły być konfabulacjami, tym bardziej, że słynne zdjęcie przedstawiające górną część „brodzącej żyrafy” okazało się być fałszywką. Wyznał to ponoć na łożu śmierci jego autor.

Współcześnie jezioro było przeczesywane sonarami i tym podobną techniką, ale z miernymi skutkami. Raz jeden udało się zidentyfikować ruchomy obiekt wielkości wieloryba. Rozpoczęła się nagonka na biedną Nessie, jezioro przeczesywano w tę i nazad, aż królowa, jako właścicielka wszystkiego co na wyspie tupnęła nogą mówiąc zdecydowanie „dość!”. Od tej pory wszelka inwigilacja, nagonki, zastawianie stresujących pułapek na szkocką maskotkę jest nielegalna, a sama Nessie traktowana jest jako dziedzictwo narodowe. Złośliwi fani teorii spiskowych przypisują tę decyzję pokrewieństwu kodu genetycznego gada i królowej.

A tak przy okazji - przypuszczam, że z tego właśnie powodu pan Krzykacz z serialu Złomowisko, w obawie przed konsekwencjami łamania brytyjskiego prawa (kradzież złomu) musiał wracać ze Szkocji. W świetle tamtejszego prawa każdy kawałek porzuconego drutu i innego badziewia nadal jest własnością królestwa (królowej?).

Jeszcze w czasach przed ustanowieniem permamentnego okresu ochronnego, płetwonurkowie próbowali penetrować głębiny jeziora, ale ciemne wody (rozpuszczony torf) i brak docierającego poniżej światła skutecznie ich od tego odstraszały. Pamiętać należy, że samo jezioro zajmuje rozpadlinę (nie dolinę) pomiędzy górami, a jej głębokość w najgłębszym miejscu pozwalałaby na ukrycie Pałacu Kultury. No, może sam szpic pałacu, niczym spławik wystawałby 4 metry nad lustro wody. Badania niemal pionowych zboczy podwodnego kanionu, wykazały istnienie w nich olbrzymich grot, które mogłyby pomieścić całe katedry. Nic dziwnego, że ganianie się z plejzaurami w takich warunkach do miłych nie należało. Istnieje domniemanie, że jaskinie przechodzą w system podziemnych tuneli, łączących je z innymi jeziorami, a może nawet z Morzem Północnym.

Image0311 (2).jpg
Pozująca do zdjęć Nessie

Na jednym ze wzniesień okalających jezioro dyżuruje pewien pasjonat, który od lat monitoruje (bezinwazyjnie) powierzchnię jeziora z nadzieją, że kiedyś jednak uda mu się zarejestrować domniemanego plejozaura, ew. przerośniętego węgorza, jak przebąkują niektórzy.
W wodach jeziora grasują łososie, pstrągi, szczupaki, węgorze...no i oczywiście dobrze odżywiona Nessie. Ze względu strome i zarośnięte brzegi, wędkarstwo na na tych wodach jeziorze nie jest popularne, czy w większości miejsc wręcz niemożliwe. Z tego co pamiętam, na rzece Ness wypływającej z północnej części jeziora, wędkowanie jest dozwolone, ale obowiązują ścisłe reguły, określane przez miejscowe władze.


Loch Ness i Urquhart Castle

Dla miłośników historii niezwykła atrakcja, dla takich ignorantów jak ja, kupa starych kamieni.

P1000123.JPG

Nie jest to co prawda Paleokastritsa na Korfu, ale ma ma jedną, niezaprzeczalną zaletę. Nie ma tu hałaśliwych, zostawiających po sobie puszki, nieszanujących środowisko buraków. I niech tak zostanie. Jest tu cisza o którą dzisiaj coraz trudniej.

Wody północnego krańca jeziora wlewają się do Kanału Kaledońskiego i biorącej tu swój początek River Ness. Rozbudowany system śluz, łączący Atlantyk z Morzem Północnym umożliwia żeglugę na tej trasie jachtom i małym statkom wycieczkowym. Wody tego cieku zasilane są strumieniami z okolicznych gór.

Untitled.jpg
Miejsce rozwidlenia – Caledonian Canal i River Ness. Moje ulubione na odsypianie w ciszy po nocnej zmianie.

IMG_1375a.jpg

PICT00121.JPG

W pobliżu miejsca przedstawionego na tym zdjęciu stoi wędkarska leśniczówka na potrzeby miejscowych wędkarzy. Czasami parkuje tu samochód terenowy z którego wysypuje się kilka postaci w zielonych kaloszach po szyję i tyrolskich kapelusikach z bażancim piórkiem. Rozkładają się na brzegu również na rozkładanych krzesełkach, częstują się piwem i przyjaźnie konwersują. Czasami któryś z nich się prostuje aby wykonać kilka rzutów muchówką. Żeby nie było, że się obija. Sympatycznie to wygląda – taka ucieczka z miasta, pozbawiona obsesji złapania i pożarcia czegokolwiek wierzgającego bezsilnie na końcu linki. Ryby mają tu mnóstwo nieprzetworzonego, ekologicznego pożywienia, więc głupotą byłoby ze strony jakiegoś pstrąga atakowanie sztucznej muchy. Na dodatek z przyklejonym do kręgosłupa hakiem. Gdyby pomimo to zdarzył się wypadek, ekscytująca przygoda zawsze kończy się wspólnym selfie, czułym całusem i powrotem do zimnej wody. Ryby oczywiście. Tak właśnie postępuje się w cywilizowanym, w miarę dożywionym - choć niezbyt zdrowo świecie.
Nie mogłem trafić na autora poniższego powiedzenia, nie mniej pewne poszlaki potwierdzają moje podejrzenie, wskazujące na postać Bernarda Show.

Miarą człowieczeństwa jest stosunek do zwierząt.

Dodam od siebie, że karp też jest zwierzęciem.

Podobnie stwierdził Mahatma Gandhi:

Stopień rozwoju cywilizacji wyraża się stosunkiem do zwierząt.

To tak przy okazji świąt, przełamywania opłatka, deklaracji powszechnej boskiej miłości i szorowania zakrwawionej wanny.

Miara człowieczeństwa

Pierszeństwo posiłku zwierzęcia

A teraz możemy spróbować określić swoją pozycję na skali człowieczeństwa.
Przy okazji buszowania na YT trafiłem na
Mało znaną metodę połowu na robaka – 24 sek.

Szkoci, i jak przypuszczam ogólnie Brytyjczycy, rozwijają w sobie szacunek do otoczenia, a w szczególności do świata zwierzęcego. Posiadanie psa (nie wiem jak sprawy się mają z innymi zwierzętami domowymi) związane jest z obowiązkiem rejestracji, okresowymi badaniami weterynaryjnymi, ubezpieczeniem zdrowotnym (bez opcji emerytalnej), szkolenie psychologiczne, behawioralne i co tam jeszcze. Podejrzewam, że kastracja i sterylizacja tych zwierząt jest obowiązkowa. W takiej sytuacji każdy piesek ma swojego właściciela, jest zadbany, spokojny i mało szczeka, a już zupełnie nie jest zainteresowany szarpaniem nogawki przypadkowego przechodnia. Zainteresowanych szczegółami odsyłam do przestudiowania strony Pies na Wyspach

Zdarzyło mi się być świadkiem ratowania zranionego, szamocącego się w ogrodzie gołębia. Błyskawiczny telefon na odpowiedni numer spowodował natychmiastową interwencję pogotowia zwierzęcego. Ot taka r-ka z pełnym wyposażeniem.

Powszechny jest widok małych, dzikich króliczków zakładają swoje kolonie na klombach, w miejskich krzakach, w parkach, a nawet na zielonych rondach w środku miasta. Zdarzało mi się je widzieć kicające nocą po chodniku. Bardzo to sympatyczne. Osobiście uważam, że zwierzęta mają tu dobrą ochronę prawną, i darzone są przez obywateli z szacunkiem. Już choćby za to mogę brytyjczykom odpuścić ich kilkudniowe, pijackie wyprawy do ciepłych krajów.

IMG_0209.JPG
Mewa jaka jest każdy widzi.

IMG_0208.JPG
A to młody

IMG_9647.JPG
Rybitwa. Co prawda nie na temat, ale podoba mi się zdjęcie.

Jak wynika z moich obserwacji, mewa odżywia się na dwa sposoby. Te dobrze wychowane, z ekologicznymi tradycjami polują na drobne rybki i wydziobują z resztek pozostawionej po odpływie roślinności, zaplątaną, ruszającą się w nich faunę.
Niektóre z nich, preferują jednak zbójeckie metody, choć trzeba sprawiedliwie przyznać, że pomagają służbom porządkowym, ruszającym ze swoim cięzkim sprzętem wczesnym rankem. Wydziobują w nocy z chodników porozrzucane przez bawiącą się beztrosko młodzież frytki z octem i podobne resztki. Niestety, narażone są przy tym na przypadkowe połykanie przylepionej gumy do żucia.

Mieszkańcy muszą uważać na wystawiane na zewnątrz czarne worki z odpadami, ponieważ potrafią one (mewy) przerobić plasikowe worki na na pierze aby dobrać się miodu. Mam w tym zakresie swoje doświadczenie – kilka razy zbierałem szufelką zawartość do nowego worka. Należy pamiętać aby ich nie wystawiać na noc.

Zdarzają się przypadki niespodziewanego ataku na trzymaną w dłoni kanapkę czy tackę z frytkami. Może to być traumatyczne przeżycie – szczególnie w przypadku dzieci. Byłem świadkiem takich nalotów, podczas których przerażony dzieciak ucieka piszcząc, a stado mew atakuje upuszczoną na chodnik kanapkę. I trzy funty poszły się ... tzn. chciałem powiedzieć "trafiły w kosmos”. Zupełnie jak w Ptakach Alfreda Hitchcocka. Wyspecjalizowane gangi tych powietrznych Wikingów stale patrolują okolice supermarketów oraz punktów oferujących czegoś tam na wynos. W tych okolicach szczególnie należy się mieć się na baczności, albo najlepiej nie jeść pod złowrogim niebem. Osobiście byłem kilkakrotnie ofiarą nalotu kanapkowego, co daje mi prawo do wypowiadania się w temacie.

Wydarzyła się kiedyś w mieście prawie międzynarodowa afera, szeroko opisywana w miejscowej prasie. Otóż nasi rodacy, przebywający w jednym z hosteli, podkarmiali przy oknie krążące wokół ptaki. Tak dla zabawy. W pewnym momencie jednej z nich podwinęła się noga (a może skrzydło?) i wpadając do środka narobiła dymu. Któryś ze świadków przebywających na ulicy zawiadomił policję, która wszczęła stosowne śledztwo. W tym celu grzebano w hostelowych pojemnikach na śmiecie, analizując znajdujące się w nich kości. Patolodzy wykazali jednak, że należały one do kurczaka, co uchroniło naszych przed zarzutami prokuratorskimi za morderstwo i pożarcie. Mewy. Zanim sprawa się wyjaśniła, fama o Polskich mewożercach poszła w świat, literat dostał swoją działkę za wierszówkę i prawdopodobnie sprostowanie się nie ukazało. Historię tę opowiedział mi rezydent hostelu który trafił tam przede mną.

pict00101.JPG
Ścieżka spacerowa wzdłuż Kanału Kaledońskiego

Jego głębokość wynosi około 5 do 7 metrów. Przynajmniej na odcinku który opisuję jest wolny od wszelkich rygorów dotyczących wędkarzy. Ze względów oczywistych, tzn. istnienia systemu kilkunastu śluz na trasie Loch Ness – Morze Północne, migracja ryb pomiędzy akwenami jest bardzo ograniczona. Prawdopodobnie wodne ptactwo roznosi przylepioną do ich łap ikrę. A może dna przepływających łodzi realizują ich podwózkę? Nie mniej można tu spotkać miłośników patyka ze spławikiem i glizdą na jego końcu.

IMG_1362.JPG

IMG_1321.JPG

IMG_1308.JPG

IMG_1309.JPG

Tak wyglądają dzikie nieużytki pomiędzy kanałem i rzeką.

IMG_1324.JPG

IMG_1335.JPG

IMG_1352.jpg

Opisywany tu odcinek kanału ma długość około 5 km. i stanowi doskonałe miejsce spacerów rodzin z pieskami, cyklistów i biegaczy.

Zainteresowanym wirtualną przejażdżką po tafli Loch Ness dedykuję
link

Jeśli w tekście dopuściłem się jakichś merytorycznych nieścisłości, to nie wynikły one z zamierzonego wprowadzania w błąd czytelnika, lecz mojej błędnej percepcji. Niewykluczone jako ofiary Efektu Mandeli.

Wszyskie prezentowane tu zdjęcia pochodzą z mojej prywatnej kolekcji i są mojego autorstwa. Oprócz zrzutów z Google Maps oczywiście.


Comments 10


Manually curated by the Qurator Team. Keep up the good work!
25.12.2019 21:21
0

A dlaczego nie ma tagu #pl-travelfeed?

25.12.2019 23:04
0

Nie wiem. Ignoranci tak mają. Myślałem że wiąże się to z jakimiś zasadami, których nie chce mi się studiować.

26.12.2019 09:02
0

Zasady jeśli nawet są to trzeba je łamać 😉 a post jak najbardziej pasuje. Jakbyś mógł dodawać lub zmienić któryś z istniejących na PL-TRAVELFEED będę wdzięczny.

26.12.2019 09:13
1

Dzięki za podpowiedź.

26.12.2019 09:28
0

Dziękujemy za to, że jesteś częścią społeczności #pl-travelfeed!

Zapraszam do zapoznania się postami opublikowanymi w zeszłym tygodniu, twórcy tych postów liczą na Twój głos, zapraszam do głosowania, następnym razem Twój post będzie walczyć o tytuł najlepszego postu tygodnia tagu #pl-travelfeed.

komentarz.png

Dowiedz się więcej o TravelFeed klikając na baner powyżej i dołącz do naszej społeczności na Discord.

Kuratorzy tagu #pl-travelfeed
@rozku & @lesiopm

26.12.2019 09:38
0

Mieszkasz na wyspach, czy to Twoja kolejna podróż? Ucieszę się, jak będzie więcej opowieści z północy, wyjątkowo moje klimaty.

27.12.2019 16:22
0

Właśnie zaczynam ostatnią część szkockiej trylogii. Po dziesięciu latach spędzonych w Szkocji wyprowadziłem się do Francji. Jestem młodym, dwuletnim emerytem. Dopóki jest jak jest tu siedzę - mam obowiązki wobec rodziny. W przyszłości może być wolta do Nepalu i północnych Indii w stanie Bihar. To moje klimaty.

27.12.2019 17:59
1