Kapadocja


Jako miłośnik dziczyzny, tzn. nieskażonych ludzką stopą i jego śmieciami glebą, zapragnąłem kiedyś “potrampować” po bezludnej jak mi się naiwnie wydawało Kapadocji. Jakież było moje rozczarowanie gdy okazało się, że najatrakcyjniejsze tereny do podziwiania surowego piękna i szlifowania podeszw swoich butów już dawno zostały skomercjalizowane. Wszędzie wyrastają płoty, tablice z zakazami i nakazami kierunku ruchu, opłaty, i ściśle wytyczone szlaki. Można sobie nad Kapadocją polatać kolorowym balonem, ale profanować kamienną pustynię deptając zabytkowe kamienie - co to, to nie.
Wygląda na to, że niczym nieograniczona zabawa w dzikiego wielbłąda jest możliwa dopiero pod drugiej stronie Morza Kaspijskiego. Ale mój grafik już nie przewiduje tego w tym wcieleniu. Chyba, że ...

Kiedyś, na bezludnym teoretycznie półwyspie Akamas (Cypr) zostałem nakryty przez policję, którą zawiadomił jakiś przejeżdżający zespół safari, wypatrzywszy mnie samotnego w tamtejszym "buszu". Bez samochodu w pobliżu. O dzień lub dwa marszu do najbliższego wodopoju na dodatek. Na szczęście wspomniany policjant nie miał zamiaru mnie legitymować, tylko zatroskany sprawdzić czy jestem bezpieczny. Miał pewne trudności ze zrozumieniem, jak można biwakować na glebie, bez namiotu i szczotkować zęby samą pastą? Ludzie potrafią być nietolerancyjni - niby mamy demokrację, a jednak odrobinę cudzego masochizmu trudno im zaakceptować.

Wracając do Kapadocji z jej podziemnymi miastami, to nie jest ona jakimś szczególnym wyjątkiem. Owszem, jest ciekawa i dobrze rozreklamowana, ale nie jedyna w basenie Morza Śródziemnego. Że wspomnę chociażby Petrę w Jordanii, Hasankeyf w południowo-wschodniej Turcji i odkryte ostatnio podziemne miasto w północnej Hiszpanii. Podejrzewam, że to nie jedyne obiekty tego rodzaju. Oglądałem mniejszego formatu zamieszkałe kiedyś jaskinie na południu Krety (Matala) jak również na Cyprze (Paphos). Opalającym się tam tam na plaży sugeruję wizytę w podziemnej kapliczce, która ma prawdopodobnie zejście do niższych poziomów. Nie badałem jej wtedy dokładnie, ponieważ bardziej od podziemnych struktur interesowało mnie przetrwanie w godzinach szczytu słonecznego i ochrona przed wysuszeniem. Nie mniej mam wrażenie, że z podstawowego poziomu biegły schody do ciemnego tunelu. Proszę sprawdzić.

Do podziemnej kaplicy można łatwo trafić kierując się na północ od portu (ulicą Apostolou Pavlou), wypatrując po drodze dorodnego drzewa obwieszonego chusteczkami, z wypisanymi na nich osobistymi życzeniami. Ewentualnie można zapytać o Kato Paphos Main Bus Station. Zresztą co ja plotę - ten obiekt pewnie jest zakatalogowany w każdym kolorowym przewodniku i folderku. Fanatykom :) kamieni sugeruję wcześniejsze zerwanie z plaży i zwiedzenie około 3 hektarowego parku archeologicznego wraz ze znajdującym się na jego terenie muzeum ceramiki.

chusteczki.jpg
Wejście do podziemnej kapliczki. Zrzut ekranu z Google Maps.

Wewnątrz rozgałęzionej na kilka pomieszczeń jaskini znajdują się wykute w skale nisze w których umieszczane są ikony, zdjęcia świętych, sztuczne kwiaty i drobne przedmioty o charakterze religijnym. Górne części niszy są okopcone świecami. Zgaduję, że każda z nich była czymś w rodzaju stanowiska do indywidualnej praktyki religijnej. Skromność surowej świątyni i jej bliski ascetyzmy wystrój jakże odbiegają od wielkich, kapiących złotem świątyni. W 2005 roku kaplica nie była chroniona, więc można było do woli w niej przebywać. Wyobrażam sobie, że praktyka duchowa w podobnej scenerii jest prawdopodobnie „bardziej szczera” (nie na pokaz) i uduchowiona.
Podejrzewam, że sama kapliczka została przechwycona przez ortodoksyjnych chrześcijan w czasach nowożytnych, zaś prawdziwa historia tego kompleksu może mieć podobny charakter jak podziemne struktury Kapadocji.

Na podobne kapliczki tego stylu można trafić w wielu miejscach, głównie w Grecji i na Cyprze. W Paphos trafiłem na mikrokapliczkę we wgłębieniu wystającej z poziomu trawnika skały. Mieszkańcy (no bo chyba nie nasi?) umieścili tam kilka ikon, zapalają świeczki i robią swoje. Zwiedzając różne wertepy, wielokrotnie natrafiałem na prymitywne, częściowo zabudowane w jaskiniach kaplice.
Wędrując kiedyś z południa na północ w poprzek Krety, schroniłem się podczas burzy w górskiej kaplicy. Drzwi były otwarte, żadnej obsługi na miejscu. W środku było kilkadziesiąt oryginalnych ikon. Biorąc pod uwagę w jakim kraju się wychowywałem (przemycane z Rosji ikony były przedmiotem nielegalnego handlu), miałem prawo czuć się cokolwiek zszokowany. Jak widać poziom cywilizacyjny mogą stanowić bardzo odmienne kryteria.

Poniżej kilka moich zdjęć z Kapadocji. Podobne można zobaczyć w przewodnikach, na kalendarzach, pocztówkach, w sieci itp. Nie widzę powodu ich powielania.

Nie przypuszczam, że obróbka pomieszczeń odbywała się przy użyciu kilofa i łopaty, widać tu pewną staranność wykonania. Poza tym zastanawia mnie miejsce gdzie pozbywano się wydłubywanego materiału, którego z pewnością było niemało. Czy zastosowanie miała ta sama technologia która używana była do budowy dziwnych tuneli, prowadzących nie wiadomo dokąd? Tuneli o gładkich ścianach podobnych do tych tutaj. Z tego co wiem (szpieguję te historie od kilkunastu lat) podziemne wejścia znajdowane są na wszystkich kontynentach. Hm, a może by tak podrzucić ten temat Antoniemu? Spisek reptylian, podziemne tunele, ufole, cykliści, masoni, Chazarowie. To by go kręciło. Albo Rutkowskiemu? Celem rehabilitacji np.


Zrzut ekranu. Film z prelekcji pani Farah Yurdozu w Warszawie

Powyższa plansza przedstawiająca plan podziemnego miasta pod jedną z miejscowości w Turcji. Jak można się dowiedzieć z prelekcji, w samej Turcji istnieje około stu takich podziemnych miast, z których niektóre mają aż 27 poziomów. Niesłychanie ważnym pytaniem jest, w jaki sposób je projektowano w 3D? Jak przedstawić puste przestrzenie w trójwymiarowej przestrzeni? Jeśli dodamy do tego systemy wentylacyjne, kanalizacyjne i podziemny system zasilania wodą, to możemy sobie wyobrazić jakie umysły maczały w tym swoje zwoje. Powyższa rycina sprawia wrażenie starannie zaprojektowanej inwestycji.

Mam takie wrażenie, że film pt. „Undreground” z 1995 r. prowokuje do postawienia tezy że, żyjąc na powierzchni nie mamy pojęcia o istniejących aktywnościach pod naszymi stopami. Jedna z końcowych scen przedstawia podziemną autostradę, którą poruszają się wojskowe ciężarówki.
Ponieważ prelekcja pani Yurdozu wydała mi się niezwykle ciekawa i merytorycznie spójna, pozwoliłem sobie na dodatkowe prześwietlenie badaczki pod kątem jej wiarygodności. W przeciwieństwie do znakomitej większości naszych rodzimych polityków, sprawia wrażenie osoby w pełni zrównoważonej.

Farah Yurdözü

Symbol prezentowany w czołówce materiału pochodzi z serialu The Gift (Netflix), a jego oryginalne miejsce odkrycia to legendarne Göbekli Tepe w południowo-wschodniej Turcji. Gdyby przetrząsnąć strony związane z działalnością Farah Yurdözü, można by się doszukać jej merytorycznej aktywności w procesie tworzenia serialu The Gift.
Tytułem wstępnego przygotowania do tematu zasadniczego, sugeruję zapoznać się z poniższym materiałem. Jest trochę długi, ale zalecam obejrzenie do końca.

Zanim odpalimy sam film, osoby nie mające wcześniej kontaktu z podobną tematyką (UFO i takie tam) proszone są o zapięcie pasów przy fotelu, ponieważ jazda będzie ostra. Ze względów bezpieczeństwa odradza się jedzenia podczas seansu frytek i kukurydzy.

https://w ww.youtube.com/watch?v=Bc92_OX9t8I&t=2833s

Można sobie teraz podywagować o przeznaczeniu podziemnych miast. Najsensowniejszym wydaje się rola schronu podczas przemieszczania się wojowniczych trup w rejonie Azji Mniejszej. Nie wykluczałbym też wersji z rozprzestrzenianiem się zaraz, skażenia chemicznego i radiacyjnego. A może warunki atmosferyczne były wtedy bardzo niesprzyjające? Pozostaje jeszcze opcja schronu, w którym chowała się lokalna ludność przed łowcami niewolników ew. bardzo podejrzanych kolekcjonerów materiału genetycznego. Pamiętajmy, że najstarsze zapisy Sumerów wspominają o wojnach „bogów” w naszej przestrzeni.

Ktoś może zapytać w jakim celu wstawiłem rycinę Atiye w czołówce materiału. Otóż uważam, że aby zrozumieć całość jakiegoś zagadnienia, nie można go rozpatrywać w oderwaniu od towarzyszącego mu kontekstu. W tym akurat wypadku, system podziemnym miast w samej Turcji, powinien być badany kompleksowo, tzn. równolegle na pozostałych stanowiskach archeologicznych. Mam tu na myśli konkretnie obiekt Göbekli Tepe, górę Nemrut (sztuczny kopiec) i potencjalnie innych z nimi tematycznie powiązanych. Wielokrotnie akcentowany symbol z którym powiązana jest Atiye, bohaterka filmu The Gift, reprezentuje ikonę zawartej w nim sugestii, że poważne poszukiwania nie powinny się koncentrować jedynie na poziomie fizycznym. Szczególnie cenne dla widza są końcowe sceny serialu, bogate w wizje Atiye i nauka odpowiedzialności za wypowiedziane bezmyślnie życzenie śmierci siostry. Serial bardzo pouczający. Gorąco polecam.

Na trasie pomiędzy Kayseri i Konya, w pobliżu miasta Aksaray można zajechać do wioski o nazwie Selime. Mikrobus odjeżdża kilka razy dziennie z centrum Aksaray.

Miejscowi próbują podreperować rodzinne budżety, oferując zwiedzającym posiłek i herbatę. Kiepsko to wygląda, białe grubasy preferują hotelowy stek z piwem (przecież mają opłacone all inclusive). Swoją drogą mogliby się trochę postarać i dać zarobić miejscowym, a w hotelu dopchać i tak już rozdęte żołądki. Mogę się mylić, ale wydaje mi się, że tu nie chodzi o sam wydatek kilku euro, lecz ścisłe trzymanie się grafiku przez organizatorów wycieczki z jednej strony, i jakby subtelne skrępowanie turystów z drugiej. Jeśli mam rację w tej drugiej kwestii, to odważę się stwierdzić, że przyczyną tego może być nienaturalna sztywność umysłu gości, kurczowo trzymających się zachowań z jakimi obcują w swoim rodzimym środowisku. Brak luzu i niski poziom spontaniczności sprawiają, że konwersacja miewa często charakter czysto formalny. A to może być oznaką przesadnego przywiązywania się do nienaturalnego podziału na My i Wy, zamiast Wszyscy My, bez względu na miejsce zamieszkania i rodzaju paszportu. Kiedy usuwamy te podziały, identyfikujemy się nie tylko z pojedynczymi osobami, ale i miejscowym społeczeństwem. Wtedy komunikacja międzykulturowa nie sprawia problemu. W ten sposób można samotnie podróżować, z dala od znanych sobie, bezpiecznych rewirów. Opuszczenie strefy bezpieczeństwa wymaga pewnej odwagi, ale korzyści z przeżywania intensywnych wrażeń są nieporównywalnie większe. No i ta wolność.

Podobnie jak w wielu innych miejscach, biedne wioski wymierają wraz z ich starzejącym się pokoleniem. To smutny, aczkolwiek zupełnie naturalny proces.

W wiosce o nazwie Belisrima, gdzie kończy się wąwóz, tłum pakuje się do autokarów rozwożących zwiedzających po hotelach w Aksaray.
A tak przy okazji. Aksaray to zagłębie dywanowe. Po utkaniu, dywany rozkłada się po okolicznych ulicach celem „docierania”. Następnie wracają po tygodniu czy dwóch do wytwórni, gdzie są czyszczone, czochrane i tapirowane. Wtedy dopiero są gotowe do dystrybucji - taka technologia. Kiedy wjeżdżałem autobusem do Aksaray, nieświadomy przyczyny stwierdziłem, że straszne tu mają nawierzchnie. Dopiero później się zorientowałem w czym rzecz.

W Aksaray łatwo można stać się ofiarą ulicznego sprzedawcy dywanów. Już nawet się zastanawiałem czy nie zamienić swoją sfatygowanej karimaty na mały dywanik.

Wszyskie prezentowane tu zdjęcia pochodzą z mojej prywatnej kolekcji.
Canon EOS 1000D


Comments 8


Dziękujemy za to, że jesteś częścią społeczności #pl-travelfeed!

Zapraszam do zapoznania się postami opublikowanymi w zeszłym tygodniu, twórcy tych postów liczą na Twój głos, zapraszam do głosowania, następnym razem Twój post będzie walczyć o tytuł najlepszego postu tygodnia tagu #pl-travelfeed.

komentarz.png

Dowiedz się więcej o TravelFeed klikając na baner powyżej i dołącz do naszej społeczności na Discord.

Kuratorzy tagu #pl-travelfeed
@rozku & @lesiopm

22.01.2020 18:17
0

przepiękne zdjęcia!!
(ale coś pustawo na tym waszym stoliczku :)

dywanowe szlaki!
chociaż nie jestem pewna, czy - nie znając tamtejszych zwyczajów - czy bym nie starała się ominąć tych dywanów :)

23.01.2020 18:14
0

Powierzchnia stoliczka adekwatna do budżetu. Mojego i chłopaków.
Ja również nie ważyłem się profanować tych dywanów, ale miejscowy traktor to co innego.

23.01.2020 20:01
0