Fake-newsy w fandomie i nie tylko


Kolejny archiwalny tekst z bloga.

Niezrozumienie przetwarzanych treści, powielanie fałszywych informacji, czy cudzych błędów – wszystko to i parę innych rzeczy, przyczynia się do powstawania tzw. "fake-newsów". Problem ten jest znany człowiekowi od wieków. Przez ten czas nie dało się go wyeliminować - dawniej komunikacja nie była taka prosta, jak dziś, ustne przekazy prędzej czy później zanikały, książki nie były tak szeroko dostępne itd. (a nawet jeśli, to stosunkowo od niedawna większość ludzi z naszej części Europy umie czytać i pisać). Lata temu jak internet wchodził do Polski, to część publicystów łudziło się, że w obliczu możliwości, jakie daje sieć, to wszystko się zmieni. Zapomnieli oni jednak o paru innych rzeczach - np. że u nas, jak w większości krajów, jest sporo ludzi z IQ poniżej średnio, a ta grupa statystycznie najczęściej popełnia błędy. Przesadzam? Nie, przeprowadzono kilka badań na świecie (również w Polsce) - badacze odpalili specjalnie przygotowany odcinek Telexpressu, czy innych wiadomości i zadawali ludziom pytania dotyczących tego, co właśnie usłyszeli. Nie zagłębiając się w szczegóły - dziennikarz mówił o nieuniknionej podwyżce VAT, zmianach w prawie drogowym, zdawaniu testu na prawko jazdy itd. Większość badanych odpowiedziała przecząco (czyli nieprawidłowo) na pytania związanymi z w/w kwestiami - podwyżka podatków, zmiany niektórych punktów w prawie etc. Część ludzi odpowiedziała dobrze, ale byli niedostatecznie precyzyjni i tylko mała grupka ludzi odpowiedziała 100% celnie.

Niewiele się zmieniło przez te kilkadziesiąt lat i rozwój internetu tego jednak nie naprawi. Gdy Gutenberg odkrył w Europie druk, część ludzi cieszyło się, że tańsza i szybka produkcja książek spowoduje, że chłopi i niektórzy mieszczanie zaczną się edukować, mając wiedzę pod ręką. Wydaje mi się, że pewne wady są chyba wpisane w osobowości ludzi. Do tematu może jeszcze kiedyś wrócę, przy okazji innego tekstu, a tymczasem przyjrzyjmy się, jak to wygląda w przypadku fandomu M&A.

Najlepiej będzie mi opowiadać na przykładzie DB, bo jestem związany z tą marką od dziecka. Znam ją bardzo dobrze, a dzięki świetnej pracy całej brygady fanpejdża Dragon Ball Super - Polska, uszeregowałem sobie niektóre rzeczy i moja wiedza jest pełniejsza. Zacznijmy od najczęściej powtarzanego mitu, wg którego DB miało się skończyć na Namek. Jak to mawia klasyk "coś co jest logiczne, nie zawsze jest prawdziwe" - podobnie jest w przypadku bajki o Smoczych Kulach. Faktycznie, patrząc na serię z perspektywy czasu, to był to chyba najlepszy możliwy sposób na jej zakończenie (a przynajmniej jej głównego wątku, reszta mogłaby się toczyć jak "Boruto", czy mangowa kontynuacja "Fairy Tail", z dala od skończonego pierwowzoru). Nie poprawiłoby to specjalnie jej jakości, "Dragon Ball' nawet w tamtym momencie nie był szczególnie wybitną bajką, ale wydaje mi się, że byłaby postrzegana za mniej rozciągniętą i powtarzalną. Raczej byłby widziany jako spójniejsza historia, a Akira być może byłby otoczony jeszcze większym kultem, jako mangaka. Mimo że ten rzekomy fakt został wielokrotnie obalony, to nadal jest sporo fanów, którzy wbrew rzeczywistości dopisują sobie rzeczy, których nie ma i usilnie twierdzą, że przygody Goku miały się skończyć właśnie wtedy (czy w innym, wcześniejszym momencie, bo i takie głosy się pojawiają). Nie ma żadnego dowodu, czy wypowiedzi kogokolwiek decyzyjnego, które by uwiarygodniły tę popularną plotkę.

A propos dopowiadania sobie czegoś, co nie istnieje - ludzie błędnie tłumaczący możliwości poziomów Ssj Red i Ssj Blue. Tutaj jednak mogę częściowo ich usprawiedliwić, bo zarówno studio, jak i autorzy mangi, nie mogli się przez długi czas określić. Wbrew temu, co się mówi w sieci, to czerwony poziom daje: więcej mocy/speeda/siły niż standardowe poziomy Ssj, zapewnia regenerację obrażeń (co pokazano w filmie kinowym z Beerusem), jest stabilniejszy, traci się mniej Ki (niż w formie Blue), przez co bardziej nadaje się do obrony. Poziom niebieski z kolei daje jeszcze większy dopalacz do statystyk, ciosy są zdecydowanie mocniejsze, ale ta forma pochłania więcej energii. Warto też pamiętać o tym, że dzięki Blue można czuć boską Ki (to że wyczuwają ją Ziemianie, to inna bajka). Whis to wytłumaczył w 104 odcinku, gdy Goku pomógł Hitowi w walce z Dyspo i jego kamratami.

A takich przykładów jest jeszcze więcej. Wg mnie wynika to m.in. z wadliwej pamięci, ludzkiej potrzeby dopowiadania sobie pewnych niewypowiedzianych rzeczy, a czasem, np. z powodu lenistwa, ot nie sprawdzamy newsa w innym źródle. Zacznijmy od tego ostatniego, bo sam niejednokrotnie dałem się złapać na informacje wyciągnięte spod brudnego paznokcia albo puściłem dalej jakiś nius bez wcześniejszej weryfikacji. Ten problem da się ogarnąć prostym zabiegiem - wystarczy po prostu patrzeć po źródłach. Warto o nich pamiętać i brać pod uwagę, że każdy może się mylić, nawet renomowane strony, czy fanpejdże na fejsbuku. Crunchyrolle, ANN itd. miewały swoje wpadki, a internetowi twórcy są tylko ludźmi. Nie pisałem o bajkopisarzach, ponieważ uważam to zjawisko za marginalne. Kiedyś to mogło być problemem, ale fani mają coraz mniej tolerancji wobec twórców fake'owych, mocno clickbaitowych treści. Tak czy siak, jeśli zobaczysz gdzieś jakąś sensacyjną informację, to sprawdź ją w innym, wiarygodnym źródle. By potem nie gadać rzeczy, które mają średnie pokrycie z rzeczywistością. Np. regularnie pojawiają się fałszywe daty premiery kolejnych sezonów “Shingeki no Kyojin”, czy innych popularnych kreskówek. Tłumaczenie jest zazwyczaj “bo ktoś tak powiedział”, czy “mój kolega zna się na anime i on tak powiedział”. Czy z moich własnych przykładów - myślałem, że proces tworzenia anime (a przynajmniej ich poszczególne etapy) oraz ich finansowanie wygląda, jak w USA. Myliłem się i wbrew memu naturalnemu skojarzeniu, to sprawa wygląda nieco inaczej. Przy okazji, polecam przeszukać fp "Braciszku, kto zrobił to anime?" - kiedyś był tam świetny tekst, który tłumaczył to bardziej szczegółowo.

Popularne "dziury w bani" nieco się łączą z dopowiadaniem niektórych rzeczy. Chyba każdemu zdarzyło się podkoloryzować np. jakąś anegdotę z życia, by nadać jej większej wiarygodności, podkreślić jej znaczenie lub w celu zabłyśnięcia w czyiś oczach. Czasem zdarza się nam też dyskutować na jakiś temat, gdy nasza wiedza jest niepełna. Dopóki nie uprawiamy totalnego bajkopisarstwa i nie opowiadamy rzeczy, które sobie na bieżąco wymyślamy, to nie widzę w tym nic przesadnie złego. O ile ktoś umie przyznać się do błędu. Problem zaczyna się w momencie, gdy fani nie dość, że wyciągają z tyłka fałszywe dane, to jeszcze się upierają że są prawdziwe. Np. power-levele postaci w DB. Akira Toriyama przestał się w to bawić po pierwszej, czy drugiej transformacji Freezera, a fandom przez lata spierał się o poziomy mocy poszczególnych postaci. Powiecie, że są databooki, w których zostało to napisane - spoko, tylko że nie każdy musi traktować te informacje jako zobowiązujące (o ile nie zostały wyraźnie zasugerowane w mandze, czy anime). To w w/w pokazuje się najważniejsze rzeczy, a databooki często zawierają jedynie ciekawostki dla bardziej zagorzałych fanów, którzy chcą wiedzieć więcej.

Choć sytuacja jest zauważalnie lepsza niż np. 10 lat temu, to nadal zdarza mi się usłyszeć, czy przeczytać (w zależności czy czytam, czy oglądam jakiś materiał na YT) jakieś fałszywe newsy. Sam staram się ich nie powielać i wydaje mi się, że nie wypuściłem żadnego babola od dłuższego czasu. Wiem, że to truizm, ale wystarczy że będziemy czytali ze zrozumieniem, poprawnie formułowali swoje opinie, by nikogo nie wprowadzać w błąd oraz dopuszczali do siebie myśl, że możemy się mylić. W końcu jak kilkukrotnie napisałem w tym tekście, mylić się to rzecz ludzka.

A na jakie "fake-newsy" trafiliście Wy? Chętnie posłucham Waszych “przygód”.


Pierwotnie opublikowano na Zwykły chłopak piszący o popkulturze, polityce, anime, serialach, ksiażkach i wszystkim innym, co go zainteresuje.. Blog na Steem napędzany przez dBlog.

Comments 0