Dwa ostatnie odcinki "Mandaloriana" - podsumowanie.


123445.jpg

Na szczęście finał okazał się być lepszy niż dotychczasowe odcinki. O ile przedostatni bawił głównie ze względu na ilość akcji, która nie dawała sposobności, by się nudzić, o tyle do ostatniego nie mam niemal żadnych zarzutów. Ten jeden, który mnie lekko drażnił podczas oglądania w sumie nie był jakiś bolesny z perspektywy całego epizodu. Ot kolejny zły przez swoją pychę, arogancje i stosunek do żołnierzy, rozwiązał wiele fabularnych zagwozdek. Pozwolił im obmyślić plan, dał sposobność młodemu by został uratowany - gdyby zachował się jak rasowy żołnierz imperium, to by ich po prostu wytłukł i tyle. Nie miałbym powodów do narzekań, gdyby nie poprowadzili tego wątku w tak ograny sposób. W sumie teraz też nie mam, bo bardzo dobrze się bawiłem, ale ja jak to ja, musiałem swoje powiedzieć.

Mam nadzieję, że przy drugim sezonie wezmą więcej takich utalentowanych reżyserów, jak Taika Waititi. Już od pierwszych minut czułem, że ten odcinek reżyseruje ktoś z wyższej ligi. Odcinek oglądało się przyjemniej, miał lepsze flow, dialogi i postacie zostały lepiej poprowadzone niż w poprzednich. Nawet pierwszym, wobec którego miałem więcej ale. W tym jednym odcinku miałem więcej klimatu GwiezdnoWojennego niż przy 2 z 3 części najnowszej filmowej trylogii. Byłoby świetnie, gdyby ten reżyser dostał jakąś pełnometrażową produkcję do zrobienia. Widać, że czuje ten klimat i wie, jak sprawić fun fanom najlepszej trylogii. No i spełnił jedno z moich marzeń - od dziecka chciałem zobaczyć takiego zimnego, bezwzględnego droida bojowego w akcji. Nie rozczarowałem się, rzeźnik z niego okrutny. Błyskawiczny czas reakcji, mordercza precyzja, brak stresu, czy wahania. W dodatku nasz IG dostał rewelacyjną scenę z poświęceniem. Pewnie poszłaby mi łezka wzruszenia, gdybyśmy znali tego droida nieco dłużej, a ten segment dostałby więcej czasu antenowego, aby mógł lepiej wybrzmieć. Niestety, ograniczenia czasowe serialu.

Czy była to "nowa jakość", jak chwalono ten serial przed premierą? Tak sobie. Jasne, efekty, odpowiednio zmniejszony świat SW do poziomu telewizora robią wrażenie, ale nie takie, jak to zapowiadano. Nie po tylu sezonach GoT, które pokazały o wiele więcej dopracowanych scen, w które władowano dużo mamony. Jasne, dwa ostatnie odcinki "Mandaloriana" nie powodują, że studio ma jakieś kompleksy wobec najefektowniejszych seriali ostatnich lat, czy w/w "Gry o Tron", ale też nie sprawiają, że staje się czymś więcej. Może powiedziałbym inaczej, gdyby scenarzyści mieli więcej możliwości do wykazania się, a producenci byliby bardziej skłonni do ryzyka. Albo mogliby ogarnąć dział marketingu, by nie opowiadał niestworzonych rzeczy. Ja wiem, że trzeba eksponować mocne strony serialu i nie chwalić się tymi gorszymi elementami, ale przez was miałem nieco zawyżone oczekiwania. I jeden świetny odcinek od tak utalentowanego reżysera tego nie poprawi. Ale kilka odcinków już prędzej.

No ale daję -7/10. Witcher jak dla mnie górą. Niewiele, ale jednak. To tak a propos dyskusji między fanami jednego i drugiego serialu, które rozgorzały po emisji 1 sezonu przygód Geralta.

Obyśmy nie czekali na S2 zbyt długo przez koronawirusa.


Comments 0