Wolontariat - przygoda życia?


IMG_4055.JPG

Obchodzimy dziś Międzynarodowy Dzień Wolontariusza. Naszła mnie więc refleksja związana z moim pierwszym wyjazdem na Łotwę w 2006 roku, w celu... odbycia wolontariatu. Cóż, z perspektywy 13 lat mogę powiedzieć, że była to jedna z ważniejszych i lepszych decyzji w moim życiu. Swego czasu już pisałem o życiu na prowincji, nie poruszałem jednak tego tematu od praktycznej strony.

Wolontariatów zagranicznych jest wiele. Ja skupię się tylko na Wolontariacie Europejskim (EVS). Przede wszystkim trzeba mieć świadomość kilku ograniczeń. Po pierwsze wiek. Wyjechać mogą osoby od 17 do 30 roku życia. Po drugie państwa. Wyjechać można do wszystkich krajów Unii Europejskiej, krajów EFTA (Norwegia, Islandia, Liechtenstein), krajów kandydujących (Turcja), krajów bałkańskich (Albania, Bośnia i Hercegowina, Macedonia, Kosowo, Czarnogóra, Serbia), krajów Europy Wschodniej i Kaukazu (Armenia, Azerbejdżan, Białoruś, Gruzja, Mołdawia, Rosja, Ukraina) i krajów Morza Śródziemnego (Algieria, Egipt, Izrael, Jordania, Liban, Maroko, Palestyna, Syria, Tunezja). Do innych państw też można wyjechać, ale jest to o wiele bardziej skomplikowane. Trzecim ograniczeniem jest czas wyjazdu. Może on trwać nie dłużej niż 12 miesięcy.

IMG_0586.JPG

Szkoła, przy której było "centrum młodzieżowe", w którym pracowałem.

Ja na Łotwę jechałem w wieku 22 lat. Moja sytuacja była średnia, studiowałem zaocznie prawo i nie miałem żadnych perspektyw na znalezienie pracy. Uczestniczyłem co prawda jako wolontariusz w wielu projektach Polskiej Fundacji Dzieci i Młodzieży, po każdym miałem stertę zaświadczeń, w żaden sposób nie nie zmieniało to jednak mojej sytuacji. Stąd też zdecydowałem się wziąć urlop dziekański i wyjechać. Najpierw celowałem w kraje celtyckie, ostatecznie stanęło na Łotwie. Powód dość prozaiczny. Ani w Irlandii, ani w Szkocji nie znalazłem żadnego wolnego, ciekawego projektu.

IMG_20180420_0005.jpg

Ruiny wiatraka w Sece.

Na Łotwę wyjechałem bez pieniędzy i bez znajomości języka. Nie potrzebowałem jednak ani pierwszego, ani drugiego. Unia Europejska pokryła cały koszt. Zarówno przelotu, jak i pobytu. Miałem zagwarantowane mieszkanie, jedzenie i kieszonkowe. Pracować miałem w centrum młodzieżowym w Sece (wioska 80 km na wschód od Rygi). I to był drugi dobry wybór. Szybko bowiem zrozumiałem, że mieszkając na prowincji o wiele bardziej jestem w stanie poznać kraj niż będąc w stolicy. W Rydze zresztą i tak często bywałem. Wiem jednak, że ryscy wolontariusze tworzyli swoiste getta i obracali się głównie w swoim środowisku z Łotyszami mając dość ograniczony kontakt. Trudno jednak mieć ograniczony kontakt z miejscowymi jeśli mieszka się w wiosce. Pomocna zwykle jest również sama organizacja goszcząca, która stanowi swoistą bramę do lokalnego środowiska. Jest to coś, co trudno mieć jadąc gdzieś na własną rękę.

IMG_0630.JPG

Droga do pracy.

Inną ważną kwestią podczas planowania wolontariatu zagranicznego jest wybranie odpowiedniego projektu. Lepiej wybrać ciekawy projekt w kraju, który wydaje nam się nieciekawy, niż nieciekawy projekt w kraju, który uważamy za interesujący. Na szczęście jest w czym wybierać i każdy powinien znaleźć coś dla siebie. Najlepiej kierować się swoimi zainteresowaniami.

IMG_1108.jpg

Wiosenne strzelanie z łuku-samoróbki.

Wolontariat zagraniczny to niezastąpione doświadczenie. To często możliwość robienia niesamowitych rzeczy bez posiadania specjalnych kompetencji. A jeśli już kompetencje posiadamy to możemy je rozwinąć i nabyć nowe. I choć polecam EVS każdemu (nawet 29-latkowi) - to szczególnie dobrym czasem na wyjazd jest moim zdaniem okres zaraz po zakończeniu szkoły średniej. Niestety w Polsce panuje tendencja, że na studia trzeba iść od razu, odbębnić je i jak najszybciej rozpocząć pracę (ewentualnie być wiecznym studentem). Uważam jednak, że nie ma lepszego momentu - jak właśnie przerwa między szkołą średnią a studiami. Wolontariat pozwala bowiem zrewidować własne wyobrażenia na to, co się chce robić w życiu. Pozwala też nabyć nowe kompetencje, które na studiach możemy rozwijać.

IMG_20180420_0014.jpg

Warsztaty tańców celtyckich.

Oczywiście są również inne aspekty. Każdy projekt EVS pozwoli nam poznać w jakimś stopniu docelowy kraj. Czasem nawet inne kraje. Ja będąc na Łotwie zostałem wysłany przez jedną z organizacji do Czech na kilkudniowe seminarium. Wiele zależy od konkretnego projektu. Mój akurat był bardzo elastyczny i miałem dużą swobodę. Niemniej nawet pracując w placówkach z pewnym rygorem (np. dom dziecka) można sporo zwiedzić. Kwestia chęci.

IMG_20180420_0008.jpg

Madars, nauczyciel łotewskiego, podczas lekcji w moim pokoju.

Reasumując: jeśli ktoś nie jest przywiązany do miejsca, w którym przebywa, nie boi się zmian, a wręcz chce coś zmienić w swoim życiu to EVS wydaje się być opcją idealną. Pieniędzy z takiego wyjazdu raczej nie przywieziemy (mi osobiście udało się trochę odłożyć kieszonkowego), ale wór bezcennych doświadczeń na pewno. Naprawdę warto.


Comments 1


Gratulacje! Twojej wysokiej jakości treść podróżnicza została wybrana przez @lesiopm, kuratora #pl-travelfeed, do otrzymania 100% upvote, resteem oraz podbicia całym trailem @pl-travelfeed! Twój post jest naprawdę wyjątkowy! Artykuł ma szansę na wyróżnienie w cotygodniowym podsumowaniu publikowanym na koncie @pl-travelfeed. Dziękujemy za to, że jesteś częścią społeczności TravelFeed!

komentarz.png

Dowiedz się więcej o TravelFeed klikając na baner powyżej i dołącz do naszej społeczności na Discord.

05.12.2019 20:09
0